Kategorie produktów
Wydawnictwo PSYCHOSKOKWydawnictwo PsychoskokAktualnościSzwecja – ciekawostki – poznaj nieznane – recenzja książki „Przepustka do raju”

Szwecja – ciekawostki – poznaj nieznane – recenzja książki „Przepustka do raju”

3 sierpnia 2018 / Agnieszka
Książka na czasie, mimo że niepoprawna politycznie, ale właśnie dlatego, że niepoprawna – aktualna, świeża i gorąca… a przy tym: smakowita. Trafia nie tylko w swój czas, ale i w czułe punkty, jeżeli nie u każdego czytelnika, to na pewno u wielu – w marzenia i w lęki, tęsknoty i obawy, złudzenia i rozczarowania.

Czyta się ją jednym tchem, co wcale nie znaczy, że jest „lekka, łatwa i przyjemna”. Jest jak najbardziej poważna, bo z gatunku non fiction, czyli po naszemu: literatura faktu. Każda jej strona, akapit, linijka i każde słowo zostawiły wcześniej ślad w życiu autora, dlatego może być potraktowana jako świadectwo.


„Przepustka do raju” to książka o Szwecji widzianej oczami Polaka

Szwecja widziana oczami Polaka – z zewnątrz i od środka, a nawet w krzywym zwierciadle. Przecież dotyczy nie tylko jednego skandynawskiego kraju. Ojczyzna naszych zamorskich sąsiadów działa tu jak pryzmat, który ujawnia wszystkie barwy współczesnego świata, przynajmniej europejskiego. Powstała, bo autor uznał, że warto: Polsce – „krainie tysiąca nieustających nieszczęść” – przeciwstawił kraj „pozbawiony w całości tradycji martyrologicznych”. Grubo pomyli się ktoś, kto będzie oczekiwał po Mirosławie Prandocie i po lekturze wyłącznie poetyki konfrontacji.

Podróż w czasie i w przestrzeni

Całkiem poważna książka jest pełna humoru, ironii i autoironii, bo taka była podróż do Szwecji i po Szwecji – tytułowego raju – kraju marzeń dla wielu rodaków, od którego dzieli nas tylko Morze Bałtyckie, a łączy obecnie uczestnictwo we wspólnym projekcie politycznym pod nazwą Unia Europejska. Podróż w czasie i w przestrzeni. Czytelnicy tym bardziej powinni zainteresować się relacją autora, że szwedzkie problemy, nawet jeśli z pozoru i na pierwszy rzut oka nie dotyczą innych krajów i narodów, w niedalekiej perspektywie będą najpierw miały na nie wpływ, a wkrótce pojawią się także zapewne poza Szwecją.

Szwedzcy przestępcy, tak samo jak polscy, nie lubią siedzieć w więzieniu, ale tam łaskawość sięga czasami szczytów fantazji. Przynajmniej w naszym odbiorze.

O polsko-szwedzkiej historii

Prandota pisze więc o szwedzkim „raju” – marzeniu wielu rodaków, a w ostatnich latach – wielu imigrantów. O polsko-szwedzkiej historii, której ledwie fragment – i to bolesny dla nas – został przedstawiony przez Sienkiewicza w Potopie. Przepustką do tego raju niekoniecznie zresztą musi być Potop czy choćby Quo vadis, za którą to książkę Sienkiewicz otrzymał Nagrodę Nobla. A także inni polscy nobliści – Reymont, Skłodowska-Curie, Miłosz, Szymborska czy – przemilczany – Wałęsa. Oraz ci pochodzący z Polski jak np. amerykański pisarz Izaak B. Singer czy premier Izraela Menachem Begin. Nie muszą już być szwedzkie truskawki czy jagody, które zbierali polscy robotnicy sezonowi.

Feldmarszałek Lorentz von Linde wysadzał w powietrze polskie zamki. Leksykograf Samuel Linde opracował epokowe dzieło pod tytułem Słownik języka polskiego. Ogólnie rzecz biorąc, to jednak Szwedzi okropnie nam namieszali, natomiast Henryk Sienkiewicz w Potopie potraktował ich mimo wszystko zbyt łagodnie.

Raj z bliska, a zwłaszcza od środka wygląda jednak inaczej niż na obrazkach i w opowieściach. Wędrówka (również w miejscu – bo autor mieszkał w Szwecji przez wiele lat) zaczyna więc przypominać peregrynacje Dantego w poszukiwaniu Beatrycze. Do pokonania są zatem kolejne kręgi, choć w odwrotnej kolejności: raj – czyściec – piekło, czyli Szwecja przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Prandota z goryczą przywołuje słowa z Boskiej komedii, które z pewnością nie nadają się na bramę do lepszego świata: „Porzućcie wszelką nadzieję”.

Najbezpieczniejszy kraj na świecie?

Zdaniem autora do roku 2000 Szwecja całkiem słusznie zasługiwała na miano najbezpieczniejszego kraju na świecie. Potem wszystko się zmieniło:

„Idea tolerancji dla psychopatów i dewiantów przekracza tam nieraz wszelkie normy przyzwoitości”.

Znakiem czasu stała się pobłażliwość dla przemocy – również brutalnej – przy jednoczesnej surowości dla przestępstw „białych kołnierzyków”. Prandota nie owija w bawełnę:

„Przestępstwo w ujęciu szwedzkich socjologów to tylko rodzaj nieszczęśliwego wypadku. I tak na przykład, za gwałt dostaje się rok odsiadki, ale za nadużycia podatkowe lub nielegalny handel alkoholem – dziesięć lat”.

Na potwierdzenie swoich słów przytacza sądowe uzasadnienie niskiego wyroku dla sprawców zbiorowego gwałtu:

„Sprawcy to cudzoziemcy, którzy nie znali języka szwedzkiego i nie mogli zorientować się, o co chodziło broniącej się kobiecie”!

Raj dla przestępców! Chyba nie o to chodziło nie tylko broniącej się kobiecie, ale i sędziom wydającym wyroki, i politykom urządzającym swój kraj jak laboratorium, w którym testowane są nowe rozwiązania. Ten społeczny eksperyment, przez wiele lat z pożądliwością podziwiany w różnych zakątkach świata, a nawet niejednokrotnie mniej lub bardziej nieudolnie naśladowany, dziś zdaje się wymykać spod kontroli.

Stereotypy należy łamać!

Najłatwiej dawne stereotypy zastąpić nowymi, ale nie o to chodzi Mirosławowi Prandocie. Wręcz odwrotnie – rozprawia się z nimi jak z cebulą, zdejmując warstwa po warstwie to, co zakrywało samo sedno, prawdziwy obraz.

Nie brak w książce polskich akcentów, bo nie brakowało ich w historii Szwecji – nie chodzi zresztą tylko o „potop” czy Nagrodę Nobla. Polskie ślady nawet bez specjalnego wysiłku można wytropić w wielu miejscach. Zostawili je zasłużeni bardziej dla Szwecji niż dla Polski nasi rodacy. Hrabia Jan Potocki, najsłynniejszy w Szwecji antykwariusz („Wydziedziczony przez historię”), Czesław Słania z Będzina, najwybitniejszy projektant szwedzkich znaczków pocztowych – zresztą nie tylko szwedzkich i nie tylko znaczków, również banknotów („Elegancki świat w miniaturze”), czy profesor Aleksander Orłowski („Taniec na linie”), którego niezwykła biografia posłużyła za kanwę scenariusza filmu Agnieszki Holland Europa, Europa.

Siedem wydań miało na szwedzkim rynku Quo vadis. Zrobiłem więc okolicznościową sondę wśród wiejskich szperaczy przebierających w stosach książek na pchlim targu: Kim był Sienkiewicz? Wyszło na to, że mógł być Niemcem, Rosjaninem czy Anglikiem, ale raczej nie był tym, kim był.

Po drugiej stronie lustra Bałtyku – nie tylko niszczyciele Rzeczypospolitej, jak król Karol Gustaw XII czy Lorentz von Linde („potop”), ale i Samuel Linde (Słownik języka polskiego) i Anders Bodegard, lektor na Uniwersytecie Jagiellońskim i tłumacz literatury polskiej (Sienkiewicz, Gombrowicz, Szymborska…).

Welcome to Sweden

W sumie na ten swoisty pejzaż składają się 23 mniejsze obrazy: od serdecznego powitania („Welcome to Sweden”) do ponurej wizji skazanych na porażkę – jak się wydaje – zmagań z imigrantami, których populacja w niektórych szwedzkich miastach przekroczyła już masę krytyczną („Miasto w epoce multi-kulti”). Zapełniają je postaci z krwi i kości – obecne zarówno w historycznych kronikach, jak i na pierwszych stronach współczesnych szwedzkich gazet, czasem opiniotwórczych, czasem tabloidów, a także napotkane przez autora w trakcie licznych pobytów w Szwecji.