Kategorie produktów
Wydawnictwo PSYCHOSKOKWydawnictwo PsychoskokAktualnościGdzie się podziało moje dzieciństwo, czyli syndrom DDA

Gdzie się podziało moje dzieciństwo, czyli syndrom DDA

21 listopada 2017 / Agata

Syndrom DDA to zespół schematów działania, jakie dziecko wynosi z rodziny alkoholowej. Traumatyczne doświadczenia z dzieciństwa wpływają na całe dorosłe życie jednostki.

Według uznanego kulturowo wzoru podstawowa komórka rodzinna powinna składać się z rodziców i dzieci. Kochających się ludzi, którzy świadomie sprowadzają potomka na świat, by zapewnić my wspaniałe życie. Rodzicielska miłość, szacunek i akceptacja wspomaga właściwy rozwoju dzieci. Niestety bardzo często warunki oferowane najmłodszym dalekie są od ideału.

Doskonale wiemy, że wyobrażenia wielokrotnie mijają się z rzeczywistością. To dlatego, choć staramy się wszystko zaplanować, coś zawsze idzie nie tak. Nieprzewidywalne sytuacje nakazują modyfikować zakładane pomysły. Wychodzić naprzeciw problemom tak, by spokojnie patrzeć w przyszłość. Nie zawsze jednak jest to proste.

Wielu dorosłych nie radzi sobie ze stresem. Przytłaczająca codzienność rozczarowuje, nakazując szukać pocieszenia w alkoholu. Okazjonalne spożywanie wysokoprocentowych trunków nie jest niczym złym. Z czasem może jednak okazać się, że nie potrafimy radzić sobie bez alkoholu. Dziecko skazane na dorastanie w cieniu uzależnionego rodzica nie ma szans na szczęśliwy start. Co gorsza, z rodzinnego domu wyniesie doświadczenia, które odcisną piętno na jego dorosłym życiu.

Każda rodzina pisze własną, niepowtarzalną historię. Właśnie dlatego nie sposób wskazać dwóch takich samych przypadków. Pomimo tego udało się zauważyć pewną przykrą prawidłowość. Dzieci alkoholików wynoszą z domu utrwalone sposoby działania. Negatywne schematy, które odcisną swój ślad w dorosłym życiu. Przeszłość to prawdziwy koszmar, ale trudno odseparować się od wspomnień i zacząć wszystko na nowo.

Skrót DDA oznacza Dorosłe Dzieci Alkoholików. Grupę tę charakteryzują zaburzenia funkcjonowania o podłożu psychologicznym. Specyficzny sposób tego funkcjonowania wynika z doświadczeń dzieciństwa. W tym okresie wykształcone zostały bowiem sposoby radzenia sobie z trudną, życiową sytuacją.

Syndrom DDA precyzuje stopień pokrewieństwa z pijącym. Wskazuje również na mechanizmy emocjonalne i behawioralne, które wykształciły się na skutek dorastania w rodzinie alkoholowej. Utrwalone na tym etapie modele działania są dysfunkcyjne, dlatego utrudniają dorosłe życie. Warto przy tym pamiętać, że nie istnieją gorsi i lepsi alkoholicy. Dla pijącego rodzica zawsze najważniejszy jest alkohol. To wystarczy, by zniszczyć życie dziecka. W rodzinnym domu nie musiało dochodzić do awantur. Matka, czy ojciec nie musiał bić i krzyczeć. Zaspokojenie podstawowych potrzeb nie zmienia jednak niczego. Alkoholizm rodzica zawsze niszczy życie dziecka.

Nałóg jednego z rodziców piętnuje życie wszystkich. Niepijący rodzić najczęściej próbuje maskować przykre zajścia. Ochronić siebie i dzieci. Zamaskować problem przed światem. Tym samym nieświadomie koncentruje się na alkoholiku. Potrzeby dzieci schodzą natomiast na dalszy plan.

By redukować przykre emocje, dzieci starają się zachowywać w określony sposób. Znaleźć dla siebie miejsce, by zasłużyć na uwagę. Psychiatrzy i terapeuci zajmujący się tym zagadnieniem, potrafią wskazać rolę przyjętą przez DDA. Wielokrotnie jest to nadmiernie odpowiedzialny „bohater”. Po przeciwnej stronie znajdziemy sprawiającego problemy wychowawcze „kozła ofiarnego”, czy „maskotkę”. Dziecko, które bawi swą obecnością. Rozładowuje napięcia, uznając to za swoją powinność. Zdarzają się także osoby uciekające w świat marzeń. Tak zwane „dzieci we mgle”.

Problem jest na tyle złożony, że zawsze wymaga indywidualnego podejścia. Wiele osób stara się uwolnić od przeszłości na własną rękę. Zerwane kontakty rodzinne nie gwarantują jednak sukcesu. Wsparcie specjalisty to jedno z najkorzystniejszych rozwiązań.

Musimy zrozumieć, że od złej przeszłości nie da się tak po prostu uciec. Przebaczenie zdaje się najlepszym wyborem. Przekonamy się o tym, sięgając po książkę Grażyny Mączkowskiej – „Tatuaże podświadomości”.