Kategorie produktów
Wydawnictwo PSYCHOSKOKWydawnictwo PsychoskokAktualnościS.N.U.F.F – Wiktor Pielewin – recenzja

S.N.U.F.F – Wiktor Pielewin – recenzja

18 października 2018 / Grzegorz Malinowski
Powieść wyraźnie pozostaje pod wpływem, modnej aktualnie (głównie dzięki takim wieloautorskim projektom jak „Uniwersum Metro 2033”, czy „S.T.A.L.K.E.R.”), tematyce postapokaliptycznej.

Wykorzystując schemat klasycznej antyutopii, autor kreuje dwa główne, powstałe po katastrofie, funkcjonujące na zasadzie „góra-dół” (także dosłownie), przeciwstawne sobie, a jednak wzajemnie od siebie uzależnione światy – zaawansowane technologicznie, Wielkie Bizancjum i prymitywny, hołdujący starej „twardej” totalitarnej tradycji Orkland/ Urkaganat/ Urkaina. Mimo tak drastycznych różnic, podział ten de facto jest sztuczny, bo obie społeczności łączy wspólny genotyp.

Okazuje się, że Urkaina jest światem od podstaw wymyślonym i skonstruowanym przez bizantyjskich kreatorów po to, by dostarczyć rozrywki starzejącemu się społeczeństwu Bizancjum.

I tu dochodzimy do tytułowego S.N.U.F.F. W odniesieniu do sztuki filmowej jest to rodzaj krótkometrażowego filmu, w którym dochodzi do prawdziwego morderstwa, przy czym ofiara poprzednio jest poniżana, dręczona i torturowana. Tego rodzaju dokument może być formą propagandy perswazyjnej podporządkowanej konkretnej politycznej ideologii (np. filmy z egzekucji jeńców wojennych) lub posiadać typowo charakter komercyjny.

Biorąc pod uwagę, że motyw ten jest chętnie wykorzystywany zarówno przez pisarzy (choćby Snuff Chucka Palahniuka), jak i twórców filmowych (np. 8 milimetrów (8 MM, 1999) w reżyserii Joela Schumachera czy Czyściec (Чистилище, 1997) w reżyserii Michaiła Jermołowa i Aleksandra Niewzorowa), Pielewin nie jest w tym zakresie prekursorem, a twórcą płynnie wpisującym się w od pewnego czasu aktywnie rozwijający się nurt artystyczny. Odwołanie się do tego, dość jednoznacznie kontrowersyjnego, motywu jest tu świadome, bo mające na celu wyraźniejsze uwypuklenie wagi konkretnych zagadnień socjokulturowych, ze szczególnym uwzględnieniem kryzysu jednostki.

Czym są SNUFFY?

Podstawowym tematem utworu jest trwająca od trzech stuleci wojna pomiędzy tymi dwoma krainami. Jest to przede wszystkim wojna propagandowa, której nadrzędnym celem jest wprowadzenie w Orklandzie ustroju politycznego – demokratury (czyli de facto demokracji odgórnie sterowanej). Orkowie w tym układzie odgrywają o tyle znaczącą rolę, że z definicji służą jako „materiał poglądowy”, są dyżurnymi „wrogami ludu” (celowo ukształtowani tak, by byli okrutni, bezwzględni, prymitywni, dzicy i banalni w swojej przewidywalności), cyklicznie widowiskowo zabijanymi w corocznej Wielkiej Bitwie w imię absurdalnej tzw. wyższej konieczności.

Niebagatelną rolę w tym układzie zajmuje główny bohater i jednocześnie narrator – Damian Landu Damilola Karpow, który pracuje jako operator wiadomości na żywo, czyli (jak sam stwierdza – jest kreatorem realu). Regularnie karmiąc mieszkańców sputnika Bizancjum propagandową papką medialną, Karpow jest etatowym „sprzedawcą snów”, rzemieślnikiem, dostawcą iluzji szczęścia, samozadowolenia, poczucia wyższości i sensu życia dla starych, leniwych, przetłuszczonych i bezpłodnych mieszkańców Bizancjum.

Książka do kupienia na stronie – http://tylkorelaks.pl/757-snuff-9788381191715.html

Wizualizowana przez Pielewina opozycja cywilizacja-natura (a ściślej: barbarzyństwo) idealnie odzwierciedla najbardziej palące problemy pełnego skrajności (a zwłaszcza: ubóstwo-bogactwo, i to zarówno w dosłownym, jak i metaforycznym znaczeniu) współczesnego świata, w którym postęp techniczny, owszem, gwarantuje komfort i wygodę, ale jednocześnie dramatycznie zubaża i degraduje ludzkość, czyniąc ją uległą, naiwną, podatną na manipulację i bezwolną. Łatwowierni, przyuczeni do bezkrytycznej wiary w prawdziwość przekazu medialnego ludzie bez najmniejszego zastanowienia zaakceptują wszystko, nawet sztucznie wywołany konflikt zbrojny (na marginesie, tu też Pielewin nie jest nowatorem – wystarczy przypomnieć film Fakty i akty (Wag the Dog, 1997) w reżyserii Barry’ego Levinsona), nic zatem dziwnego, że ostatecznie pozostają w stanie permanentnego wielopoziomowego kryzysu tożsamości i są w stanie funkcjonować tylko pod dyktando mediów. Odrębnym problemem jest uzależnienie mieszkańców Bizancjum od technologii.

Wysokorozwinięte ale starzejące się, emocjonalnie puste społeczeństwo tworzy „samotny tłum”, owszem, wyemancypowany seksualnie, ale przy tym niewiarygodnie znudzony i nieustannie łaknący nowej podniety. W tym kontekście wprowadzenie dronów i robotów generuje absolutny zanik granicy pomiędzy rzeczywistością a iluzją, pogłębiając jeszcze proces samounicestwienia ludzkości. Jeśli człowiek bez najmniejszego wysiłku, bez ruszania się z wygodnego fotela, może w mgnieniu oka znaleźć się dosłownie wszędzie, to po co się wysilać? Wystarczy nacisnąć guzik i zmienią się nie tylko dekoracje, ale i wrażenia. W rezultacie dochodzi do niebezpiecznego paradoksu – ludzie wolą współistnieć z technologią, niż ze sobą nawzajem. Najlepszym przykładem jest wspomniany już Karpow, który bardzo chwali sobie związek z robotem-surogatem kobiety, biosyntetyczną maszyną klasy „Premium 1”. Uważa Kaję (bo tak brzmi jej imię) za idealną partnerkę – spokojną, posłuszną, niekłopotliwą w swojej uległości, słowem o wiele „łatwiejszą w obsłudze”, niż prawdziwe kobiety.

Recenzje do książki Miłość do trzech zuckerbrinów znajdziesz pod linkiem

Przykłady można mnożyć, ale im ich więcej, tym bardziej ponury wyłania się z nich obraz. I choć jest on opakowany w typowy dla autora kostium aluzji i odniesień literackich, filmowych, a nawet (o czym wspominają głównie rosyjscy recenzenci) politycznych, nie umniejsza ciężaru gatunkowego przekazu.

Bo jak z nadzieją patrzeć w przyszłość, skoro nawet elita, twórcy kultury i moderatorzy rzeczywistości coraz częściej okazują się być żywymi kukłami i wyznawcami kultu Manitu – boga pieniędzy i informacji?

Recenzję napisała prof. UAM dr hab. Aleksandra Zywert