Kategorie produktów
Wydawnictwo PSYCHOSKOKWydawnictwo PsychoskokAktualnościRecenzja książki Wiktora Pielewina – S.N.U.F.F

Recenzja książki Wiktora Pielewina – S.N.U.F.F

6 listopada 2018 / Agnieszka
Znany już polskiemu czytelnikowi mistrz rosyjskiego postmodernizmu, błyskotliwy intelektualista i wizjoner Wiktor Pielewin powraca w wielkim stylu – w nowym wydawnictwie, z nowym tłumaczem. Tłumaczenie – Aleksandr Janowski.

Powieść S.N.U.F.F. (10. powieść Pielewina) długo czekała na polską premierę – minęło sześć lat od jej wydania w Rosji. W przypadku innej powieści można by było spodziewać się pewnej dezaktualizacji treści. Pielewin jest bowiem czułym rejestratorem zmian polityczno-społecznych (przede wszystkim w Rosji, ale nie tylko), zawsze na gorąco wychwytuje i komentuje najdrażliwsze i najwrażliwsze tematy. Sześć lat w przypadku naszego szybko zmieniającego się świata mogły okazać się okresem zbyt długim. Ale nie w tym przypadku.

Grę z czytelnikiem Pielewin zaczął od wyboru gatunku, który określił jako utopię, czym zadał nie byle łamigłówkę krytykom, bowiem obraz, który zaserwował, w niczym nie przypomina idealnego społeczeństwa.

S.N.U.F.F

Książka do kupienia na stronie – http://tylkorelaks.pl/757-snuff-9788381191715.html

W odległej przyszłości, kiedy na Ziemi nie zostało już ani Ameryki, ani Chin, ani państw atlantyckich, współistnieją dwie cywilizacje – technologicznie zaawansowane. Bizancjum (Big Biz), którego mieszkańcy uważają się za elitę ludzkości (ludzi) i zamieszkała przez Orków (też ludzi, ale gorszego gatunku) zacofana Orklandia.

Bizancjum mieści się w Auslandzonen – kuli, zawieszonej nad ziemią na uwięzi antygrawitacyjnej. Jej mieszkańcy opływają w luksusie, korzystają ze zdobyczy cywilizacyjnych i prowadzą wojny z Orklandią. Orkowie natomiast nie wiedzą nawet, czym jest mikrofalówka, piją swobódkę, wstrzykują sobie tumanol i nie zdają sprawy z tego, że wojny z Bizancjum, w czasie których wielu z nich przychodzi oddać życie „za Ojczyznę”, są przemyślanym, zaplanowanym i wyreżyserowanym widowiskiem.

I oto mamy tytułowy S.N.U.F.F. Sam Pielewin (ustami jednego z bohaterów – narratora Damian-Landu Damiloli Karpowa) we właściwym sobie stylu tworzenia pseudohistorii i przytaczania pseudoetymologii wyjaśnia znaczenie tego skrótu w sposób następujący: Special Newsreel / Universal Feature Film – „specjalne wydanie wiadomości / uniwersalny film fabularny”. S.N.U.F.F.’y tworzy się dla mieszkańców Bizancjum z woli Manitu – bóstwa, uznawanego zarówno przez ludzi, jak i Orków (ciekawe, że jego imieniem nazywane są również pieniądze i monitor). Na pierwszy rzut oka pielewinowska definicja nie ma nic wspólnego ze znaczeniem angielskiego wyrazu snuff (film), który oznacza gatunek „przedstawiający jakoby prawdziwe gwałty, tortury czy zabójstwa”.

SNUFF to jest samo życie, gdzie w liczniku mamy miłość, a mianowniku śmierć. Taki ułamek równy jest jednocześnie zeru i nieskończoności, podobnie jak egzekwujący je Manitu. (267)

Jednak i śmierć, i „miłość”, jakkolwiek prawdziwe, w S.N.U.F.F.’ie tracą swój intymny, sakralny, ludzki charakter. Stają się produktem, częścią show, elementem bańki postprawdy, umiejętnie kreowanej przez powołaną do tego brygadę specjalistów. Pielewin szczegółowo ukazuje mechanizm wojny informacyjnej w społeczeństwie postinformacyjnym, gdzie wszystko jest albo iluzją, albo inscenizacją – atrapą.

„Londyn w naszych czasach to tylko widok za oknem” – mówi Damilola.

W świecie, którym rządzi S.N.U.F.F. nie ma nic prawdziwego. Wszystkie granice zostały przekroczone, ponieważ wszystko jest względne.

Powieść Pielewina można czytać na wiele sposobów: jako apokaliptyczną wizję, jako satyrę polityczną, jako opowieść o mechanizmach manipulacji stosowanych przez IV władze – media, jako traktat filozoficzny, jako łamigłówkę lingwistyczną i wreszcie jako historię miłosną.

Ta ostatnia rozgrywa się pomiędzy trzema głównymi bohaterami: kreatorem realu z Bizancjum Damilolą, Orkiem Grymem i Kają, która jest surą („surrogate wife”), czyli robotem-lalką. Ale lalką niezwykłą. Kaja jest „samoregulującą się maszyną biosyntetyczną klasy premium 1”, która wygląda i zachowuje się jak żywa kobieta. Jest bardzo drogą zabawką, zakupioną przez Damilolę na kredyt, który będzie spłacał do końca życia. Została idealnie dopasowana do gustów klienta pod względem fizjologiczno-psychologicznym. Dokładniejsze dopasowanie do oczekiwań zapewnia możliwość regulowania pożądanych lub niepożądanych cech. Sura Damiloli ma ustawione na maksimum trzy cechy – suczowatość, kuszenie i duchowość.

Ta wybuchowa mieszanka w połączeniu z niesamowitą inteligencją (Kaja jest dosłownie chodzącą encyklopedią, bowiem na jej twardy dysk wrzucono całą wiedzę ludzkości, a „bazę danych od czasu do czasu się aktualizuje”) prowadzi do wielu niespodzianek.

Książka nie jest łatwa w odbiorze, jest to prawdopodobnie najtrudniejsza pod względem językowym powieść Pielewina. Chodzi nie tylko o właściwe autorowi gry i łamigłówki językowo-graficzne, liczne odwołania intertekstowe i aluzje kulturowe, z którymi Aleksander Janowski całkiem dobrze sobie radzi. Za jedyną, ale dość istotną wadę przy translacji tej warstwy znaczeń można uznać nadmierne ukierunkowywanie czytelnika przez tłumacza w stronę jednoznacznej interpretacji pielewinowskiej satyry politycznej, widoczne w przypisach.

Wracając do języka i komplikacji z nim związanych, należy wspomnieć o wprowadzanych przez autora do tkanki tekstu licznych neologizmach, nazywających realia obu cywilizacji: władców (pogardzator), systemów politycznych (liberatywna demokratura), urządzeń (manitu), i in., o „mówiących” imionach (Rwan Durex, Alena-Libertyna, Bernard-Henri Montaigne Montesquieu, Adolf-Kiki Dior Galiano i in.), o „wielogłosowości” tekstu, który zawiera liczne kolokwializmy, slangizmy, regionalizmy, ukrainizmy i inne. W większości przypadków tłumacz radzi sobie doskonale, a w polskim przekładzie książkę czyta się równie ciekawie (co nie oznacza „lekko”).

Na zakończenie wspomnę, że książka spotkała się z niejednoznacznym odbiorem w Rosji. Krytycy – zarówno profesjonalni, jak i nieprofesjonalni – podzielili się na dwie grupy. Zwolennicy jak zwykle podkreślali geniusz Pielewina, jego erudycję i głębię. Krytycy mówili, że się powtarza, że zbyt dosadny, mało poprawny politycznie, niesmaczny itd. Tym bardziej warto sięgnąć po tę kontrowersyjną powieść.

Recenzja napisana przez dr Tatianę Kananowicz
Instytut Rusycystyki i Studiów Wschodnich Uniwersytetu Gdańskiego