Kategorie produktów
Wydawnictwo PSYCHOSKOKWydawnictwo PsychoskokAktualnościMiłość do trzech Zuckerbrinów – Wiktor Pielewin

Miłość do trzech Zuckerbrinów – Wiktor Pielewin

18 października 2018 / Grzegorz Malinowski

Wiktor Pielewin – to jeden z najbardziej popularnych (nie tylko w Polsce) współczesnych pisarzy rosyjskich. Utwory tego, uznawanego (obok Władimira Sorokina) za sztandarowego przedstawiciela drugiej fali rosyjskiego postmodernizmu, twórcy funkcjonują z powodzeniem na rynkach wydawniczych między innymi w Chinach, Francji, Japonii, Stanach Zjednoczonych i Hiszpanii. W Polsce ukazały się przekłady wszystkich najważniejszych jego tekstów – począwszy od Generation P, poprzez Mały palec Buddy, Świętą księgę wilkołaka, Hełm grozy, aż po Batmana Apollo i będącą przedmiotem naszych rozważań Miłość do trzech Zuckerbrinów.

 

Pielewin zwraca się tu wyraźnie (choć nie po raz pierwszy – wystarczy wspomnieć choćby Hełm grozy) ku problematyce socjologicznej, zadając pytanie o przyszłość ludzkości w obliczu postępującego uzależnienia od świata wirtualnego.

Ten ostatni element sygnalizuje już tytuł – wyraźna aluzja do bajki Carlo Gozziego Miłość do trzech pomarańczy, na podstawie której powstała słynna komediofarsa Sergiusza Prokofiewa – ale jak na Pielewina przystało, historia sprzed stuleci jest tylko punktem wyjścia do zupełnie innych, skupionych na typowo współczesnych zagadnieniach społecznych, rozważań. Z architektonicznego punktu widzenia książka jest podzielona na trzy podstawowe części – dwie opowieści i jedno opowiadanie.

Opowieść rozpoczyna się pozornie typowo – narrator idzie rozejrzeć się po otrzymanym w spadku mieszkaniu. Podczas sprzątania znajduje zagadkowe „Pudełko numer 1” wypełnione dość zaskakującym zbiorem różnorakich tekstów głównie o tematyce ezoterycznej (od powieści fantastycznych i materiałów archeologicznych, poprzez angielskie wersje książek hinduskich mistrzów, aż po dzieła Heleny Bławatskiej – pisarki, okultystki i jednego najbardziej znanych do dziś medium spirytystycznego). Zaintrygowany znaleziskiem mężczyzna postanawia odłożyć na później sprzątanie, siada w pozycji lotosu, zaczyna medytować i w rezultacie zyskuje trzecie oko, trzecie ucho, drugie usta i … zdolność widzenia wszystkiego. Nowe umiejętności pozwalają mu zostać Kiklopem odpowiedzialnym za równowagę świata. Wbrew pozorom nie jest to praca skomplikowana – wystarczy tylko w porę zauważyć „usterkę” (na przykład związek pomiędzy parasolki z Krymem) i skorygować drobne zniekształcenie pomiędzy obszarami wszechświata – ale męcząca, a nawet czasami niebezpieczna. W wolnych chwilach Kiklop dla zabawy penetruje umysły innych ludzi. I tu dochodzimy do Kieszy – hipstera, internetowego trolla i miłośnika młodziutkich japońskich „siostrzyczek”, który odkryje przed nami przyszłość – rządzony przez trzech Zuckerbrinów fascynujący i jednocześnie przerażający „brave new Word”, w którym ludzie dobrowolnie skazują się na unicestwienie. Kiesza jest trochę jak matrixowski Neo a rebour – życie w sieci go nie tylko w pełni zadowala, ale wręcz stanowi sens sam w sobie. Bo w sieci jest wszystko, a nawet więcej – to niekończący się labirynt dający poczucie nieograniczonej przyjemności, bezkarności i wolności wyboru. No właśnie, tylko czy rzeczywiście?

Czy ten system, „ekran, z którym śpimy, którego się radzimy, z którym się sprzeczamy i dyskutujemy” (97) – to naprawdę dowód na istnienie wolności? A może ma rację Pielewin pisząc, że Internet – to „pulsujący czarny polip” (109), który jest jednym z największych nieszczęść Ziemi?

 

W pewnym momencie autor stwierdza: „Istotnie – taki jest człowiek, jakie są jego sprawy pod słońcem…” (106). To nieco ironiczne, ale jednocześnie boleśnie prawdziwe w swej jednoznaczności stwierdzenie zmusza do zastanowienia jacy właściwie jesteśmy? A jesteśmy dalece niedoskonali, łaknący łatwej i skrajnie hedonistycznej eudajmonii opartej na banalnie prostych przełożeniach: „przyjemność, brak przyjemności, satysfakcja”, powierzchowni, leniwi, łatwowierni, a więc… ludzcy. Stąd w powieści autora Generation P znalazło się miejsce dla wybujałego konsumpcjonizmu, uzależnienia od Internetu (zwłaszcza warstwy informacyjnej – genialne nawiązanie do wszelkiego rodzaju teorii spiskowych!), a także (nie tylko typowo rosyjskich) skutecznie utrudniających życie codzienne szarego człowieka, absurdów rzeczywistości.

Niebagatelną rolę w tym kontekście odrywa obrana przez autora konwencja. W utworze znajdziemy wszystkie charakterystyczne dla postmodernizmu elementy takie jak choćby ironia, groteska, czarny humor, dekonstrukcja, czy przesunięcie punktu ciężkości z kwestii epistemologicznych na ontologiczne. Autora nie interesuje penetracja zastanej rzeczywistości, ale pytanie o ilość potencjalnie istniejących światów i swojego miejsca w nich. Taki punkt wyjścia od razu podważa praktycznie wszystkie ukonstytuowane w zbiorowej świadomości społecznej prawdy, aksjomaty, przekonania, światopoglądy.

 

 

Bo co powiedzieć w sytuacji, kiedy okazuje się, że nie ma jednego Boga, a „wszechświat istnieje w nas i tylko w nas. Wszystko inne – to dekoracje” (37)? To kim właściwie jesteśmy? A może czym?

Warto się nad tym zastanowić, zanim w poszukiwaniu łatwej podniety ugrzęźniemy na dobre w wirtualnej rzeczywistości i skończymy jako przykute do łóżek atroficzne twory, które z człowiekiem nie będą już miały wiele wspólnego.

Recenzję napisała prof. UAM dr hab. Aleksandra Zywert