Kategorie produktów
Wydawnictwo PSYCHOSKOKWydawnictwo PsychoskokAktualnościMiłość do trzech zuckerbrinów – recenzja książki

Miłość do trzech zuckerbrinów – recenzja książki

15 stycznia 2019 / Agnieszka

W swojej 12. powieści Miłość do trzech Zuckerbrinów (2014 r.), której przekład autorstwa Aleksandra Janowskiego ukazał się w wydawnictwie Psychoskok, znajdziemy kolejne pielewinowskie wariacje na temat odwiecznej walki dobra ze złem. A zło, jak wiadomo, jest częścią dobra i/ albo…ukrywa się pod jego maską.

Ustami narratora Kiklopa, który stoi na straży równowagi wszechświata, Pielewin przedstawia ich ostateczną rozgrywkę w oparciu o własną kosmogonię i z właściwym sobie odwołaniem się do wielości paralelnych światów i nieprzecinających się wymiarów (multivers). W jednym z nich (w kosmosie platońskim, w przestrzeni czystych idei) skrywa się Stwórca, drugi zamieszkują stworzone przez niego złe Ptaki, które chcą zająć jego miejsce. Zadaniem Ptaków jest namierzenie Stwórcy, którego wyobrażają sobie jako Pradawnego Dzika. Same nie mogą go dosięgnąć – wymiar Stwórcy jest dla nich niedostępny, więc posługują się materiałem ludzkim: wystrzeliwują odpowiednio przygotowaną ludzką jednostkę z Krzyża Bezgłowych.

Więcej na http://www.psychoskok.pl/produkt/milosc-trzech-zuckerbrinow/

Czytaj dalej

Brzmi znajomo? Oczywiście, mamy tu nawiązanie do gry Angry Birds, którą Pielewin przedstawia zarówno jako wielką metaforę (każde ludzkie życie stało się potencjalnym strzałem w Stwórcę, ale też i miejscem jego schronienia), jak i – dosłownie – początek końca naszej cywilizacji.

„Jaka to jednak okrutna gra… Jej sens polega na tym, że mordujemy ptaszki i patrzymy, jak umierają. Oglądanie rysowanego morderstwa niczym właściwie nie różni się od oglądania prawdziwego” (83).

Nieskończona ilość ptasich prób była nieudana, ale ostatecznie – dzięki rozwojowi nowych technologii – Ptaki obmyślają nowy plan, w którym pochłaniająca ludzką energię wirtualna rzeczywistość staje się ich tajną bronią.

„W praktyce wszystko sprowadzi się do działania gigantycznego programu, poszukującego żywego kodu klucza do boskiego zamku… Trzy fałszywe słońca… Będzie to główna, najstraszniejsza i ostateczna broń Ptaków. Ludzie będą kochali trzy słoneczka, podczas kiedy w realu pozostaną nad nimi tylko zakute w swą holograficzną zbroję Ptaki i zimne promienie ich oczu” (78).

W następnej odsłonie swojej narracji Pielewin proponuje kolejne eksperymenty z rzeczywistością wirtualną (znane czytelnikowi m.in. ze S.N.U.F.F.u), która tym razem jest jedyną rzeczywistością, w której funkcjonuje człowiek. Autor przedstawia nowy świat – po zwycięstwie Ptaków, gdzie „człowiek poślubił pozaekranową ciemność” (108). Głównym bohaterem jest dziennikarz Kiesza, który w poprzednim życiu i w innym wymiarze był pracownikiem jednej z opozycyjnych stron internetowych. Kiesza, podobnie do reszty ludzkości, mieszka w klastrze. Klastry łączą się w moduły mieszkalne przyczepione do wspólnej bazy antygrawitacyjnej. Na miejscu Moskwy – bezludne wysypisko śmieci.

„Wyrzucono nas do nieba jak jakieś śmieci” (130)

Jak wygląda ludzkie „zwycięstwo” o godność i wolność?

Pływający w nieważkości ludzie są podłączeni do wspólnej sieci dzięki wszczepionym do mózgu elektrodom. Z jednej strony sami tworzą swoje życie (Kiesza mieszka we włoskim miasteczku, którego nazwy nie pamięta), dobierają partnerów życiowych i znajomych (no i co, że są tylko aplikacjami), korzystają z rozrywek i udostępnianej przez system wiedzy. Nowy człowiek nie musi myśleć o zaspokajaniu potrzeb fizjologicznych: maska z systemem „LifeBEAT” doprowadza do organizmu tlen, pożywienie i wodę, założony pampers sam odprowadza produkty rozpadu bilologicznego. Zgrubienia pod pachami wysysają pot i przemieniają go w aromat. Biobandaże ćwiczą mięśnie. Stosunek z wybranym partnerem – jakkolwiek całkiem przyjemny w rzeczywistości wirtualnej – tak naprawdę odbywa się przez nieodczuwalną membranę higieniczną.

„Pradawne marzenie wszystkich leniuchów się spełniło – relaks i oglądanie snów przez całe życie” (162).

Za przyjemności należy jednak płacić: do tego służą sharing points, zdobywane w pracy. Praca polega na doświadczaniu skrajnych stopni bólu, lęku i cierpienia.

„Nie jesteśmy w stanie uciec. Nie ma dokąd uciekać. Wszechświatowe oszustwo nie maskuje realu. Po co? To w najwyższym stopniu nieekonomiczne. Realu nikt nie zakazuje. Jest nudny i chowamy go pod tapetami Facetopu… Nie trzeba nas wprowadzać w przymusowy trans zastrzykami ani nastrojonymi na rytm mózgu rozbłyskami światła. Zombujemy siebie samych i najbardziej obawiamy się, że to się skończy” (159).

Czy człowiek, który stał się Vielkim Chamsterem (cham / chomik w kołowrotku), naprawdę jest w sytuacji bez wyjścia?

Warto przeczytać książkę, by dowiedzieć się, jakie zakończenie przygotował Pielewin. W związku z tym należałoby wspomnieć, że powieść stanowi chyba najbardziej niezawoalowany wykład popularno-naukowy Pielewina, za co autor był mocno krytykowany w Rosji. Niemniej w parze z dosadną dydaktyką i moralizatorstwem idą, jak zwykle, głębokie przemyślenia o stanie naszej cywilizacji, zagrożeniach, które niosą ze sobą współczesne technologie (powieść wtóruje pod tym względem słynnemu serialowi Black mirror), istocie człowieczeństwa. Poruszane są kwestie społeczeństwa konsumpcjonistycznego, tolerancji, wszechobecnej manipulacji, postprawdy, a to wszystko – w postaci głęboko zintelektualizowanej narracji, naszpikowanej aluzjami do kultur starożytności, antycznej i nowożytnej filozofii, literatury światowej i rosyjskiej.

 

Pielewin nie przestaje grać w gry z czytelnikiem, a ich poziom z kolejnymi powieściami nie ulega obniżeniu. Już w nazwie powieści łączą się nazwiska wynalazców Facebooka i Google M. Zuckerberga i S. Brina, bajka C. Gozziego Miłość do trzech pomarańczy i stworzona na jej postawie opera S. Prokofiewa oraz trzej wodzowie (w rosyjskiej wersji okładki są oni całkiem ładnie zwizualizowani). Każda taka gra jest wyzwaniem dla tłumacza. Aleksander Janowski radzi sobie całkiem dobrze: reaguje na każdą aluzję, wychwytuje kolejne nawiązania intertekstualne i rozszyfrowuje je w postaci komentarzy w przypisach tłumacza. Szkoda tylko, że są one schowane w tekście powieści: utrudnia to odbiór, tekst komentarza czasami niepotrzebnie wchodzi w interakcje z tekstem powieści.

Jak już powiedziałam, w Rosji powieść spotkała się z bardzo niepochlebnymi komentarzami: Pielewinowi zarzucano, że fabuła jest tylko formalnością, pretekstem do wykładu; że przesadza z dopatrywaniem się wszędzie teorii spiskowych; że jest nudno, rozlegle i nieoryginalnie; że obraża rosyjskich hipsterów, a wcale się na nich nie zna itd. Druga strona z przekąsem mówi o tym, że

„jest taka rosyjska tradycja – raz do roku rugać Pielewina”

(z taką częstotliwością autor wydaje nowe powieści) i zachwyca się (podobnie do mnie) umiejętnością (darem?) opisywania dnia dzisiejszego przy pomocy metafory przyszłości. Zachęcam do lektury i wyrobienia własnej opinii.

Recenzja napisana przez dr Tatianę Kananowicz – adiunkt, Instytut Rusycystyki i Studiów Wschodnich UG